Super Bajtel

Tuwim dla dzieci. Czy warto pójść?

– zadawałam sobie to pytanie w myślach na długo przed tym, zanim wypowiedziała je głośno moja 10-letnia córka.

– Mamo, ale co tam będzie. Tylko wiersze? – zapytała z lekkim fochem.

Co miałam jej odpowiedzieć? Z jednej strony mam zaufanie do naszego Teatru Miejskiego, choć  zalicza kolejny „nowy początek” po tym, jak nastąpiły w nim zmiany na poziomie dyrekcji. Z drugiej… Miałam spore wątpliwości, czy spektakl oparty na wierszach oderwanych od siebie, pozbawionych przyczynowo-skutkowej ciągłości może spodobać się dzieciom. Ba, czy wytrzymają na nim rodzice. Bo to… bajka, że podobają nam się wszystkie dziecięce produkcje i nie mamy nic lepszego do roboty, niż oglądać je razem z naszymi pociechami. Czasem, nie ukrywajmy, wymaga to od nas sporego poświęcenia.

Czy męczyłam się tym razem?

Posiadam rzadką umiejętność budowania w sobie entuzjazmu do rzeczy, do których nie jestem przekonana. Gdy tylko chcę, daję wielki kredyt zaufania i otwieram się szeroko na to, co mnie czeka. Tak było i tym razem, bo lubię, nasz Teatr i przyjmuję z całym dobrodziejstwem inwentarza. Tą miłością do żywego obrazu próbuję zarazić też córkę.

Już pierwszy rzut oka na scenografię wywołał mój uśmiech. Miałam niedawno okazję poznać panie, które ją przygotowały, a nawet posiadłam tajemnicę jednego z rekwizytów tego spektaklu, więc w myślach puściłam do owych pań oko – świetna robota, dziewczyny! Dzieci, wpatrzone w zbudowany przed nimi, bajkowo przerysowany pokój rozsiadły się na poduszkach, tuż przy kameralnej scenie. Po chwili zaczęła się przygoda, a już jej początek wprawił mnie w tak uwielbianą przeze mnie ekscytację, którą zawsze czuję w teatrze.

Nie ma sensu ostrzegać Państwa przed spoilerami. Każdy z nas pamięta wiersze Tuwima i to jest jedną z mocniejszych stron tego spektaklu. Doskonale znają je też dzieci, które wielokrotnie recytowały je razem z aktorami, a miały z tego ogromną frajdę. Po raz kolejny potwierdziło się popularne powiedzenie, że lubimy to, co dobrze znamy. Widziałam to na twarzy córki, również długo po kończących przedstawienie owacjach, gdy podśpiewywałam wraz z nią jedną z wpadających w ucho piosenek.

Muzyki (której autorami są Łukasz Damrych i Piotr Nazaruk) sporo było w tym spektaklu. Rytmicznej, zapamiętywalnej, wciągającej (za przygotowanie wokalne odpowiadała Karolina Bugla-Ćwil). Łapałam się na porównaniach z Akademią Pana Kleksa, przepełnioną śpiewanymi wierszami innego znanego poety piszącego dla małych czytelników – Jana Brzechwy. Myślę, że płyta z piosenkami z gliwickiego Tuwima dla dzieci również mogłaby powstać i wejść na czołówki dziecięcych list przebojów.

Siłą spektaklu są też aktorzy. Jeśli dorosłym miłośnikom Teatru Miejskiego w Gliwicach powiem, że na scenie prym wiedzie Maciej Piasny – nie będą oczekiwać większej rekomendacji. Znakomicie wtórują mu pozostali aktorzy: Iga Bancewicz, Tosia Federowicz, Anna Maria Moś, Rafał Domagała i Cezary Jabłoński.

Uzupełniając listę osób, które pracowały nas spektaklem, wymienić należy Joannę Martyniuk, odpowiedzialną za scenografię i kostiumy oraz Michała Cyrana, który przygotował choreografię. Reżyserem spektaklu był natomiast Jerzy Jan Połoński, obecny zastępca dyrektora ds. artystycznych Teatru Miejskiego w Gliwicach.

Spektakl trwa 60 minut. O tym, kiedy jest grany i na które terminy są jeszcze bilety, dowiecie się wchodząc na stronę https://teatr.gliwice.pl/wydarzenie/tuwim-dla-dzieci/.

Zdjęcia „pożyczyłam” ze strony Teatru Miejskiego. Ich autorem jest Astashow Studio .

Pokrewne artykuły

Kontakt

Pisz do nas na: ul. Andersena 46/5, 44-100 Gliwice

Biuro: ul. Łużycka 24a

tel. 512 282 750

redakcja@slaskietrendy.pl